Pięść i brokat. Margareta Kąkol na ringu stawia na dominację. Nie zapomina o pokorze

fot. mat. prasowe

fot. Archiwum prywatne

Srebrny brokat we włosach, złote medale na koncie i apetyt na kolejne sukcesy. Na ringu wybiera dominujący styl walki. Ale, jak mówi, sporty walki nie uczą tylko wygrywania, lecz także pokory, szacunku i empatii. Margareta Kąkol, która od pięciu lat trenuje kickboxing w klubie Rebelia Kartuzy, jest studentką UG i reprezentuje uczelnię na Akademickich Mistrzostwach Polski i Akademickich Mistrzostwach Europy. Studiuje filologię polską i prawo w sporcie. Chce połączyć te światy i spełniać się na wielu płaszczyznach. 

Urszula Abucewicz: - Rozmawiam z bardzo młodą i jednocześnie już bardzo utytułowaną osobą. Jesteś akademicką mistrzynią Polski i srebrną medalistką Pucharu Świata w kickboxingu w Formule K1. Zastanawiam się, czy te wyniki są już twoim spełnieniem marzeń, czy chciałabyś sięgnąć po więcej?

Margareta Kąkol: - Po każdych zwycięskich zawodach pojawia się nowy cel na horyzoncie. Czasami niektóre z nich są po prostu przystankami w drodze do najważniejszego celu. Obecnie jest nim zakwalifikowanie się do Igrzysk Europejskich, które odbędą się w Stambule w przyszłym roku.

- Jakie drogi zaprowadziły cię na matę? Jak to się stało, że wybrałaś kickboxing?

- Kickboxing trenuję od pięciu lat, więc właściwie od dość niedawna. Wcześniej przez dłuższy czas trenowałam koszykówkę, później moim konikiem stała się gimnastyka sportowa, ale niestety kontuzja skutecznie uniemożliwiła mi trenowanie tej dyscypliny. Nie wyobrażałam sobie jednak życia bez sportu. Pamiętam ten moment, gdy wieczorem, siedząc na kanapie, wpisałam w wyszukiwarkę internetową hasło: „sporty w Kartuzach”, bo stamtąd pochodzę. Pierwsze, co mi wyskoczyło, to link do klubu Rebelia Kartuzy. Wtedy nawet do końca nie wiedziałam, co to jest ten kickboxing. Uznałam jednak, że spróbuję. Poszłam na pierwszy, potem drugi i kolejny trening. I tak już zostałam.

Pamiętam, że przyjęto mnie bardzo ciepło. Od początku wiedziałam, że to miejsce przyjazne rozwojowi i zawieraniu nowych znajomości. Właśnie tam, na jednym z treningów, poznałam moją przyjaciółkę. Nadal trenujemy razem.

- Czy trzeba mieć jakieś szczególne cechy, żeby trenować kickboxing?

- Na trening może przyjść każdy, bez względu na zestaw cech, bo te kształtują się na macie. Myślę, że zamiast z obawami i przekonaniami, że „brakuje mi czegoś”, lepiej przyjść z przekonaniem, że to właśnie w tym miejscu będę miał szansę na rozwój.

Oczywiście na początku przygody ze sportami sztuk walki takie cechy jak odwaga czy pewność siebie zdecydowanie pomagają. Natomiast dyscyplinę, kontrolę emocji i stresu, rezyliencję, pewność siebie oraz koncentrację można ukształtować, trenując kickboxing, boks, MMA, karate. Myślę, że w ogóle sport pomaga w rozwoju osobowości.

- Jakie cechy ukształtował w tobie?

- Punktualność. Na treningi nie można się spóźniać. Zawsze trzeba wykonać karne ćwiczenia. Trener jest w tym konsekwentny.

Uświadomiłam sobie, że punktualność jest nie tylko elementem prawidłowo działającego klubu, ale również przejawem szacunku nie tylko do trenera, ale i do reszty zawodników. Tego szacunku do drugiego człowieka nie może zabraknąć, kiedy trenuje się sporty walki. Nie można o nim zapomnieć, gdy człowiekiem targają różne emocje po przegranej walce, ale i wtedy, gdy znokautowało się przeciwnika.

Ta zasada obowiązuje zarówno podczas zawodów, jak i na treningach. Zawsze trzeba pamiętać, że osoba stojąca naprzeciwko nas ma takie same marzenia. Mamy podobne pasje i najprawdopodobniej przeszliśmy podobną drogę, żeby spotkać się na macie. Nie znamy przecież całej historii drugiego człowieka ani trudności, które pokonał, by wystartować w zawodach. Dlatego takie spotkanie jest zawsze lekcją - druga osoba może nas czegoś nauczyć.

Istotnym elementem sportu są również porażki, które zdarzają się przecież każdemu z nas. Czy to w sferze sportowej, zawodowej, rodzinnej, czy w relacjach międzyludzkich. Sztuką jest właściwa reakcja na przegraną. Wyciągnięcie z niej wniosków. Czerpanie z niej lekcji. Tego właśnie uczy sport.

Nie zapominajmy też o pokorze.

- Jakie trzeba mieć cechy, żeby wygrywać, trenując ten sport?

- Czy to na treningu, czy na ringu trzeba wierzyć w swoje umiejętności i pracę wykonaną podczas przygotowań. Nawet jeśli przegrałam po raz setny, to trzeba mieć silne przekonanie, że za sto pierwszym razem się uda. Chodzi o to, żeby się nie poddawać. „Tym razem przegrałam, ale następnym razem pokażę, że stać mnie na więcej i mogę więcej, a praca, którą wykonałam, kiedyś się zwróci”. Takiego podejścia nie może zabraknąć. Jeśli tej wiary w siebie zabraknie, ciężko wygrywać. Prawda?

fot. mat. prasowe

fot. Archiwum prywatne

- Jaki styl walki wybierasz na ringu?

- Każdy ma inną koncepcję na walkę. Niektórzy walczą defensywnie i potrafią wygrywać. Ja wolę narzucać przeciwnikowi tempo walki. Taki styl bardziej mi odpowiada i lepiej się w nim czuję.

- Czy pokora i dominacja nie są ze sobą sprzeczne?

- Te cechy absolutnie się nawzajem nie wykluczają. Styl walki to zupełnie co innego niż zachowanie przed lub po walce. Kiedy wchodzę na ring, mam swoje założenia, jak poprowadzić starcie, ale nie oznacza to, że mogę mieć lekceważący stosunek do przeciwnika. Wręcz przeciwnie. Nie obrażam go słownie, nie patrzę na niego z góry, nie wywyższam się. Nie ma we mnie buty. Swoją dominację pokazuję nie poprzez negatywne nastawienie, a poprzez styl walki. Pierwsza zaczynam akcje, często też je kończę, staram się wyprzedzić ruchy przeciwnika. Moja dominacja wynika z przewagi technicznej, a nie poniżania.  

Oczywiście przed walką pojawiają się różne gesty, które wpisują się w element walki psychologicznej, mogą pokazywać dominację, ale są dozwolone. Mrugnięcie oczkiem w zawadiacki sposób czy wzniesienie rąk do góry - są dopuszczalne. Niedopuszczalne jest obrażanie przeciwnika.

Pokora jest potrzebna, żeby zrozumieć, że osoba, która stoi przede mną, chce zrealizować taki sam cel jak ja, czyli wygrać walkę. Wywyższanie się nie sprawi, że pokonamy przeciwnika i sięgniemy po złoto.

- Czego jeszcze nauczył cię sport?

- Kickboxing jest sportem kontaktowym, ale nie wyklucza empatii. Wręcz przeciwnie - uczy dostrzegać, że choć spotykamy się wszyscy na tej samej sali, to przecież każdy ma różne rozterki. Ktoś może dzisiaj mocniej uderzyć podczas treningu, ale za tydzień to ja mogę nie mieć humoru.

Empatia jest chyba najbardziej potrzebna, kiedy „robimy wagę na zawody”. Gdy ucina się kalorie, to wiadomo, że człowiek ma mniej energii, mniej siły, jest mniej wytrzymały emocjonalnie. Warto wtedy na chwilę zatrzymać się, pomyśleć i odłożyć na bok swoje odczucia. Umiejętność wcielenia się w sytuację drugiej osoby pozwala zachować dystans.

- Skąd czerpiesz motywację do działania?

- Jeśli kocha się to, co się robi, to motywacja nie wygasa. Całe swoje życie „ustawiam” po to, żeby trenować, żeby być jeszcze lepszą. Wierzę, że to, co robię, ma sens.

fot. mat. prasowe

fot. Archiwum prywatne

- Czy masz jakieś rytuały przed wejściem na ring?

- Rytuały są istotną kwestią w przygotowaniu do walki. Również takie mam i stosuję się do nich konsekwentnie. Oczywiście wprowadzam również nowe metody.

Szczególnie ważne są dla mnie techniki oddechowe. Pomagają mi, obok rozgrzewki i ćwiczeń koncentracji, wejść w odpowiedni stan mentalny.

- Rezygnujesz z kobiecości, kiedy wchodzisz na ring?

- Niektóre zawodniczki bardzo lubią walczyć w warkoczykach. Pewnie też bym je lubiła, gdybym umiała je zaplatać (śmiech). Najwygodniej po prostu walczy mi się w kitkach, ale dodaję sobie trochę blasku i posypuję włosy brokatem. Nawet jeśli na głowę zakładam bandanę, to nie rezygnuję ze srebrnego pyłu. Bardzo lubię ten element. Czuję się tak, jakbym dodawała sobie trochę magii.

Jako zawodnicy jesteśmy dosyć ograniczeni w tych kwestiach, bo najważniejsze jest bezpieczeństwo, dlatego np. nie możemy mieć za długich paznokci u stóp, bo potrafią zranić. Ale jeśli regulamin na to pozwala i nie łamie to zasad bezpieczeństwa, to nie widzę przeciwwskazań, żeby posypywać włosy brokatem i właśnie te kobiece elementy wprowadzać, wychodząc na ring.

- Trenujesz i walczysz w formule K1. Co to znaczy?

- Formuły ringowe (K1, Full Contact oraz Low Kick) charakteryzują się mocnymi uderzeniami. W formule K1 dozwolone są uderzenia kolanami oraz backfist [uderzenie odwrotną stroną pięści lub uderzenie grzbietem pięści - przypis red.], które nie są dozwolone w jakiejkolwiek innej formule kickboxingu. Punktowane są ciosy zadawane z pełną siłą.

Ta formuła jest mi zdecydowanie bliższa. Lepiej się w niej czuję. Pokazują to zresztą wyniki sportowe, bo w tym roku zdobyłam złoto na Mistrzostwach Polski właśnie w Formule K1 seniorów.

- Czy musiałaś w życiu codziennym wykorzystać swoją wiedzę zdobytą na treningach? Czy bywały takie sytuacje, że ktoś cię zaczepiał i musiałaś oddać?

- Staram się do takich sytuacji nie dopuszczać i otaczać się ludźmi, którzy nie prowokują konfliktów. Jeśli już doszłoby do takiego zdarzenia, myślę, że zaczęłabym uciekać. Dobrze biegam, jestem szybka, byłoby to najlepsze rozwiązanie, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Sport i walka na ringu to jest jedno, a życie to drugie.

Gdyby jednak w przyszłości doszło do czegoś takiego, to nie wykluczam użycia swoich umiejętności w samoobronie. Mam jednak nadzieję, że takich sytuacji nie będzie.

- Odnosisz sukcesy w sporcie. Ale to tylko jedna z twoich aktywności. Na co dzień studiujesz filologię polską o specjalności: dziennikarstwo. Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?

- Kiedy w lutym na stronie uniwersytetu zobaczyłam, że ma powstać nowy kierunek, prawo w sporcie, oczy mi się zaświeciły. Postanowiłam zrobić wszystko, żeby się na niego dostać, bo czułam, że będzie oblegany. I tak też się stało. Dostałam się. Liczyłam się z tym, że studiowanie dwóch kierunków przy intensywnej karierze sportowej nie będzie łatwe, ale nie chcę rezygnować, ponieważ chciałabym kiedyś pomagać sportowcom w problemach prawnych.

Chciałabym połączyć dziennikarstwo na filologii polskiej z prawem w sporcie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że te kierunki są od siebie odległe. Niemniej potrafię znaleźć pomiędzy nimi nić połączenia.

- Rozważasz karierę dziennikarki sportowej?

- Jest to jedna z opcji. Nie chciałabym jednak ukierunkowywać się na jedną ścieżkę. Mam dużo możliwości, żeby spełniać się na wielu płaszczyznach w życiu i chciałabym zostawić sobie wybór. Na pewno będę starała się wykorzystać w przyszłej pracy wiedzę i doświadczenia zdobyte w tych trzech obszarach.

- Jak wygląda twoja codzienność?

- Studiuję w Gdańsku, na treningi jeżdżę do Kartuz, mieszkam pod Kartuzami. Pogodzenie wszystkich obowiązków wymaga ode mnie dobrej organizacji.

Ćwiczę niemal codziennie, z przerwami na regenerację. Do tego dochodzą dwa kierunki studiów. Żeby sprostać wymaganiom zarówno uczelni, jak i sportu, staram się o indywidualną organizację studiów.

Wierzę, że pogodzenie aktywności sportowej ze studiowaniem filologii polskiej i prawa w sporcie jest wykonalne, tylko wymaga ode mnie dużo energii i zaangażowania.

Urszula Abucewicz / CKiP