Miasto w roli głównej. Skąd biorą się nasze wyobrażenia o miejscach

fot. Archiwum prywatne

Filmowy obraz miasta potrafi być trwalszy niż wspomnienia z prawdziwej podróży. Jedne miejsca stają się symbolami wolności i sukcesu, a inne - niebezpieczeństwa i tajemnicy. Jak rodzą się miejskie legendy i co kino mówi o przestrzeni, w której żyjemy? Z okazji Światowego Dnia Miast, rozmawiamy z dr. Jakubem Majem z Instytutu Badań nad Kulturą Uniwersytetu Gdańskiego.

Urszula Abucewicz, CKiP: - Czy można powiedzieć, że współczesne miasta powstają nie tylko z betonu, stali i szkła, ale również z opowieści, symboli i wyobrażeń?

dr Jakub Maj: - Jak najbardziej. Te dwa światy przenikają się i wzajemnie na siebie wpływają. Gdyby nie filmy Martina Scorsesego, Woody’ego Allena czy Spike’a Lee, prawdopodobnie postrzegalibyśmy dziś Nowy Jork zupełnie inaczej. Z drugiej strony Nowy Jork sam w sobie jest opowieścią, którą każdy reżyser snuje na swój sposób. To, co widzimy na ekranie, nie jest więc jedynie odbiciem miasta, ale także wizją twórcy. A ta z kolei wpływa na nasze wyobrażenia o tym mieście.

Nie dotyczy to zresztą wyłącznie Nowego Jorku. Weźmy choćby Warszawę, która często pojawia się w twórczości Jakuba Żulczyka. Pisarz nie ukrywa, że lubi to miasto, ale w swoich utworach pokazuje również jego mroczne, nieoczywiste oblicze. Widać to zarówno w powieści „Ślepnąc od świateł” i jej serialowej adaptacji, jak i w „Warszawiance”, do której napisał scenariusz. W jego opowieściach znana z codzienności Warszawa ustępuje miejsca innej - niepokojącej i pełnej tajemnic. Żulczyka interesuje właśnie to drugie oblicze Warszawy.

- Dlaczego niektóre miasta stają się ikonami popkultury, a inne pozostają anonimowe? Czy potrzebują twórców, którzy je wypromują?

Śmiem zaryzykować twierdzenie, że gdybyśmy mieli rozstrzygnąć klasyczny dylemat, co było pierwsze: jajko czy kura, w przypadku miasta i twórcy obstawiałbym, że najpierw jest miejsce, a dopiero potem artysta, który czerpie z niego inspirację.

Miasta, które stają się ikonami kultury, mają w sobie coś unikatowego. Może to być ich historia, charakterystyczna architektura albo wyjątkowy profil społeczny. W jednej dzielnicy mogą mieszkać ludzie bajecznie bogaci, a tuż obok osoby doświadczające skrajnego ubóstwa. Ważną rolę odgrywają też symbole, które utrwalają się w naszej zbiorowej wyobraźni: skrzyżowanie Shibuya w Tokio, napis Hollywood w Los Angeles czy wieża Eiffla w Paryżu. Kino chętnie sięga po te rozpoznawalne znaki. Powtarzane w kolejnych produkcjach, stają się częścią kodu kulturowego, w którym funkcjonujemy. W ten sposób powstaje sprzężenie zwrotne: miasto inspiruje twórców, a ich dzieła wpływają na to, jak je postrzegamy. Kultura nie tylko czerpie więc z miejskiej rzeczywistości, lecz także współtworzy jej znaczenie.

Dobrym przykładem jest „Taksówkarz” Martina Scorsesego z 1976 roku. Podejrzewam, że Nowy Jork nie został wybrany na miejsce akcji przypadkowo, bo w latach 70. miasto to było niebezpieczne. Umiejscowienie więc akcji właśnie w nim stanowiło świadomą decyzję reżysera. Jednocześnie obraz ten wpłynął na sposób postrzegania Nowego Jorku na całym świecie. Miasto kojarzone przede wszystkim z Wall Street, drapaczami chmur i marzeniami imigrantów o amerykańskim śnie, Scorsese pokazał jako miejsce brutalne i niebezpieczne, szczególnie po zmroku. Film nie tylko odzwierciedlał istniejące realia, lecz także wzmacniał określone wyobrażenie o tym miejscu.

Później inni twórcy dokładali swoją cegiełkę, próbując pokazać, że to również piękne, ciekawe i pełne życia miejsce. W przypadku tak ikonicznego miasta wielu twórców współtworzy więc jego wizerunek. To, jak my w Polsce postrzegamy Nowy Jork, jest w dużej mierze efektem opowieści, które do nas docierają.

fot. mat. prasowe

- Nowy Jork sam w sobie jest opowieścią, którą każdy reżyser snuje na swój sposób. To, co widzimy na ekranie, nie jest więc jedynie odbiciem miasta, ale także wizją twórcy. A ta z kolei wpływa na nasze wyobrażenia o tym mieście - mówi dr Jakub Maj, fot. pl.wikipedia.org/Diliff  

- Grzegorz Turnau w piosence „Byłem w Nowym Jorku” śpiewa, że czasem jedziemy do jakiegoś miejsca, widzimy je, a potem właściwie nie wiemy, co z tym doświadczeniem zrobić. Wracając do kina, Barcelona kojarzy mi się z Gaudím, a nie z filmem „Vicky Cristina Barcelona”. Co zatem najbardziej wpływa na nasze wyobrażenia o miastach?

- Myślę, że składa się na to wiele czynników. Są miasta, które kojarzą mi się przede wszystkim z konkretnym utworem kultury, ale są też takie, które pozostają dla mnie przede wszystkim miastami, a dopiero w drugiej kolejności miejscami akcji filmów. Woody Allen nie sprawił, że Barcelona kojarzy mi się przede wszystkim z jego filmem. To dla mnie nadal piękne miasto z charakterystycznymi punktami i własną historią. Twórca „Annie Hall” miał zresztą okres, kiedy realizował filmy w najbardziej rozpoznawalnych europejskich miastach. Odwiedził z ekipą filmową między innymi Paryż i Rzym. Nie sądzę jednak, aby jeden tytuł mógł całkowicie zmienić sposób, w jaki postrzegamy takie miejsca.

Być może na nasze wyobrażenia o miastach wpływa również możliwość osobistego ich poznania. Kiedy myślę o Berlinie, Lizbonie czy Londynie, kojarzę je przede wszystkim z rzeczywistymi miejscami, a nie z ich filmowymi obrazami. Kiedy natomiast myślę o New Jersey, od razu widzę włoskich gangsterów przesiadujących pod sklepem mięsnym i pijących kawę.

- Z serialu „Rodzina Soprano”.

Tak. Oglądałem go już dwukrotnie w całości.

Jeśli nie możemy osobiście poznać danego miejsca, łatwiej nam przyjąć filmowy obraz za prawdziwy. Dopiero gdy możemy je odwiedzić i skonfrontować nasze wyobrażenia z rzeczywistością, przekonujemy się, jak bardzo jest złożone. Żaden film, serial ani nawet rozbudowana opowieść nie odda go w pełni. Każde duże miasto kryje bowiem zbyt wiele historii, znaczeń i mitów, aby można je było pokazać w całości.

- Jak architektura i przestrzeń miasta pomagają opowiadać historie w filmach?

- Sceneria już na wstępie podpowiada nam, z jaką rzeczywistością mamy do czynienia. Postać umieszczona w centrum wielkiej metropolii lub w dzielnicy biznesowej budzi inne skojarzenia niż ktoś, kogo poznajemy na amerykańskich przedmieściach, w otoczeniu domów jednorodzinnych.

Dobrym przykładem jest nagrodzony Oscarem - koreański film „Parasite” (reż. Joon-ho Bongo). Pokazano w nim kontrast pomiędzy dwiema rodzinami: jedną mieszkającą w luksusowej willi, a drugą - w suterenie w dzielnicy biedoty. Miejsce zamieszkania mówi nam o bohaterach więcej, niż moglibyśmy wywnioskować wyłącznie z ich ubioru czy sposobu wypowiadania się.

Architektura i wnętrza budynków mogą też służyć budowaniu napięcia. W „Lśnieniu” Stanleya Kubricka nastrój grozy budują między innymi długie korytarze, za których zakrętem może czaić się niebezpieczeństwo, oraz ogromne, wysokie przestrzenie. Bohater, który stopniowo popada w obłęd, czuje się w nich jeszcze bardziej samotny i przytłoczony. Przestrzeń nie jest więc jedynie tłem wydarzeń - współtworzy atmosferę filmu i pozwala widzowi głębiej odczuć to, co przeżywa postać.

fot. mat. prasowe

- Drapacze chmur niosą ze sobą wiele skojarzeń: luksus, władzę, ale też samotność.

- Jednym z moich ulubionych seriali jest „Sukcesja”. Opowiada o ludziach, którzy mają niemal nieograniczone możliwości i mimo bogactwa i przepychu, którym się otaczają, są samotni. Właśnie na tym polega jeden z paradoksów życia. Mieszkają i pracują w szklanych wieżowcach, a nie potrafią budować satysfakcjonujących relacji. Drapacze chmur stają się więc symbolem samotności ukrytej za fasadą sukcesu.

- Przykładem miejsca kojarzonego z prestiżem jest gdyński Waterfront, często uwieczniany na fotografiach i pocztówkach. Zastanawiam się, jak powstaje legenda miasta? Czy ktoś ją świadomie kreuje, czy jest raczej efektem obecności w kulturze popularnej?

- Regionalne fundusze filmowe wspierają finansowo twórców, a w zamian miasta i regiony zyskują szansę na zaistnienie na ekranie. Podobne programy działają również w Niemczech i Francji. Filmowcy chętnie z nich korzystają, osadzając akcję swoich produkcji w konkretnych miejscach. Sięgają przy tym po lokalne wierzenia, tradycje i historie, które wzbogacają fabułę, a zarazem przybliżają widzom specyfikę danego regionu. W ten sposób wsparcie finansowe staje się również narzędziem promocji.

Mazowiecki Fundusz Filmowy wspiera produkcje realizowane w Warszawie i okolicach. Powstaje tam wiele filmów, które przyczyniają się do budowania wizerunku stolicy. Prężnie działa również Warmińsko-Mazurski Fundusz Filmowy. Pomorze i lokalny rynek filmowy wspiera natomiast Gdański Fundusz Filmowy. Mamy więc do czynienia z systemem naczyń połączonych: region wspiera filmowców, a oni pomagają budować jego rozpoznawalność. Obie strony na tym korzystają.

Ta zależność ma jednak również ciemną stronę. Wenecja, Barcelona czy Rzym stały się ofiarami własnej popularności. Dziś mierzą się one z masową turystyką i jej konsekwencjami dla mieszkańców oraz miejskiej przestrzeni.

fot. ECS

fot. Krzysztof Korczyński / Archiwum ECS

- Rozmawiamy w Trójmieście. Czy ono również ma własną mitologię i bohaterów?

- Trójmiasto może kojarzyć się widzom z kryminalną serią „Kolory zła”. Dwie książki zostały już zekranizowane i cieszą się popularnością na platformach streamingowych, również poza Polską. Podejrzewam więc, że część odbiorców postrzega Trójmiasto jako scenerię morderstw i zbrodni. Oczywiście to fikcja, a akcja została osadzona w tych miejscach między innymi dlatego, że stąd pochodzi autorka kryminałów Małgorzata Oliwia Sobczak.

Jeśli spojrzymy na historię, mamy natomiast legendę Solidarności i Lecha Wałęsy. Filmowcy chętnie do niej wracali i nadal wracają. Andrzej Wajda zrealizował przecież „Człowieka z żelaza” oraz „Wałęsę. Człowieka z nadziei”, których akcja rozgrywa się przede wszystkim w Gdańsku.

Gdynia z kolei jest miastem portowym, dlatego często staje się miejscem akcji filmów związanych z transportem morskim. Przychodzi mi na myśl serial „Krew z krwi”, w którym Gdynia była miejscem przerzutu narkotyków.

- To dość krzywdząca, czy też zawężająca, etykietka dla miasta, które w tym roku świętuje 100-lecie i przez lata wygrywało w rankingach najlepszych miast do życia w Polsce. Ta ciemna strona Gdyni to jej niewielka odsłona.

Warto zatem weryfikować to, co przekazują nam twórcy i popkultura. Dobrze jest móc osobiście przejść szlakiem filmowego bohatera albo zobaczyć miejsce, w którym rozgrywa się akcja filmu. A jeśli na ten pomysł wpadniemy nie tylko my, to może powstać nowa opowieść, nowy mit i nowy trend i w ten sposób wykreowana zostanie nowa legenda.

Urszula Abucewicz / CKiP