Konflikty zbrojne, zmiany technologiczne i rosnące koszty - przed takimi wyzwaniami stoją dziś uczelnie, przedsiębiorstwa i samorządy. O tym, jak w niestabilnym otoczeniu budować i chronić wartość, rozmawiali uczestnicy 24. konferencji „Zarządzanie wartością”, która odbyła się w dniach 26-29 września na Uniwersytecie Gdańskim.
Od ponad 24 lat teoretycy i praktycy spotykają się w Gdańsku pod koniec września, aby debatować o zarządzaniu wartością. Tegoroczna konferencja była poświęcona m.in. wyzwaniom, jakie dla uczelni, przedsiębiorstw i samorządów niosą niestabilne otoczenie geopolityczne i gospodarcze, konflikty zbrojne, rozwój technologii oraz zmiany społeczne.
Podczas obrad rozmawiano również o odbudowie zaufania w gospodarce i społeczeństwie, zielonej gospodarce i zrównoważonym rozwoju, a także nowych metodach badań naukowych i kompetencjach potrzebnych w zmieniającym się świecie.
- Dzisiaj na zarządzanie wartością patrzymy z wielu różnych perspektyw. W tych czasach jak w żadnych innych powinniśmy patrzeć na nią przez pryzmat jakości pracy, odwagi w mówieniu prawdy i braku lęku przed przekazywaniem tego, czego inni nie mają odwagi powiedzieć. Tego społeczeństwo oczekuje od naukowców. W dobie prymatu sztucznej inteligencji cieszmy się, że inteligencja naturalna wciąż ma przestrzeń do poszukiwania prawdy i proponowania rozwiązań, które będą służyły nie tylko nauce, ale także praktyce - mówiła Kierownik Katedry Strategicznego Rozwoju i Nauk o Jakości UG prof. dr hab. Małgorzata Z. Wiśniewska.
Finanse uczelni pod presją
Z „Analizy ekonomicznej uniwersytetów publicznych za lata 2021-2025” przygotowanej przez Konferencję Rektorów Uniwersytetów Polskich wynika, że sytuacja finansowa uczelni publicznych w Polsce jest z roku na rok coraz trudniejsza. O ile w 2024 roku łączny zysk netto publicznych uniwersytetów wyniósł około 302 mln zł, o tyle rok później zmniejszył się do niespełna 130 mln zł. Oznacza to spadek o około 172 mln zł.
Odpowiedzią na ten problem może być propozycja dr. hab. Sebastiana Skuzy, prof. UW, który przedstawił ją podczas wykładu specjalnego. Zakłada ona stworzenie modelu kapitału żelaznego, zasilanego przez państwo m.in. obligacjami Skarbu Państwa. Nie chodziłoby o zwiększenie środków przeznaczanych na bieżące funkcjonowanie uczelni, lecz o budowę ich trwałego majątku. Uczelnie zachowywałyby kapitał, a dochody z niego mogłyby w przyszłości stanowić dodatkowe źródło finansowania badań, dydaktyki i rozwoju infrastruktury.
Były sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów przypomniał, że w 2009 roku ustawa, nad którą pracował, umożliwiła dokapitalizowanie Banku Gospodarstwa Krajowego obligacjami Skarbu Państwa. - Jako były pracownik Ministerstwa Finansów i były sekretarz stanu odpowiedzialny za budżet państwa, mogę powiedzieć, że takich środków dla BGK-u w budżecie nigdy by się nie znalazło. Znalazły się przez obligacje - mówił.
Odnosząc się do systemu donatorskiego popularnego w Stanach Zjednoczonych, były minister wskazał, że w Polsce sektor prywatny nie zainwestuje obecnie tyle, co sektor publiczny. Jego zdaniem kapitał żelazny powinien więc pochodzić ze wsparcia państwa. Przy przekazywaniu obligacji o wartości 0,2 proc. PKB nauka otrzymałaby wsparcie w wysokości 8 mld zł.
Subwencje bez zmian, a koszty utrzymania rosną
Z raportu KRUP wynika, że we wszystkich uczelniach największym obciążeniem pozostają wynagrodzenia, które stanowią 76 proc. wszystkich kosztów uniwersytetów. Kolejne 14 proc. przypada na materiały i energię. Na ten aspekt zwrócił uwagę w wykładzie poświęconym bezpieczeństwu finansowemu polskich uniwersytetów dr hab. Paweł Antonowicz, prof. UG. Prorektor ds. Rozwoju i Finansów UG przedstawił analizę sytuacji finansowej 21 klasycznych uniwersytetów zrzeszonych w Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich.
- Obecna sytuacja uczelni jest jedną z najtrudniejszych w ostatniej dekadzie, a być może nawet w ostatnich dwóch dekadach - podkreślił, dodając, że sytuacja finansowa tych podmiotów oczywiście została znacząco spolaryzowana wynikiem dofinansowania uczelni, które wyłonione zostały w programie IDUB.
Jednocześnie uniwersytety rozwijają infrastrukturę i realizują kolejne inwestycje, finansowane przede wszystkim ze środków celowych i inwestycyjnych. Prof. Paweł Antonowicz wskazywał na różnicę pomiędzy nominalną wysokością subwencji a jej realną wartością. W 2025 roku subwencja dla 21 uczelni wyniosła 10 mld 155 mln zł i - według przedstawionej przez niego informacji - taka sama kwota została zaplanowana na 2026 rok. Jednocześnie część uczelni mierzy się z ujemnym przepływem pieniężnym i koniecznością korzystania z finansowania zewnętrznego.
Jako przykłady rosnących obciążeń prof. Paweł Antonowicz wskazał szereg kosztów rodzajowych, które z uwagi na rosnące ceny w gospodarce nominalnie uległy podwyższeniu, na co pokrycia nie znajdujemy w zamrożonej wartości subwencji.
Prorektor prof. Antonowicz zwrócił także uwagę na spadek liczby studentów studiów niestacjonarnych w 21 uniwersytetach zrzeszonych w KRUP. Studia te są odpłatne i mogą stanowić źródło dodatkowych przychodów, podczas gdy koszty utrzymania infrastruktury dydaktycznej pozostają niezależne od liczby studentów. Prorektor wskazywał również na znaczenie wskaźnika SSR, czyli relacji liczby studentów do pracowników akademickich, wykorzystywanej w algorytmie finansowania.
- Nie wystarczy więc analiza wysokości subwencji czy wartości realizowanych inwestycji. Konieczne jest jednoczesne spojrzenie na realną wartość otrzymywanych środków, strukturę kosztów, przepływy pieniężne oraz długoterminowe koszty utrzymania infrastruktury - podkreślił.
Patent to nie wszystko
Jednym z narzędzi łączenia świata nauki z biznesem są akademickie spółki celowe, których zadaniem jest pośredniczenie w komercjalizacji wiedzy i tworzeniu spółek typu spin-off. Dr hab. Wojciech Bizon, prof. UG, który przez kilka lat był dyrektorem Inventum Lab, a obecnie jest Dziekanem Wydziału Ekonomicznego, przekonywał, że obecny model działania tych podmiotów wciąż nie wykorzystuje w pełni możliwości, jakie daje współpraca nauki z biznesem.
Jego zdaniem pojęcie komercjalizacji jest często używane bez wystarczającego zrozumienia, czym w praktyce powinien być proces przekładania wyników badań na produkty i usługi rynkowe. - Uczelnia nie jest przedsiębiorstwem nastawionym na zysk - jej podstawową misją pozostają nauka, badania i kształcenie. Jednocześnie spółki celowe potrzebują odpowiedniego kapitału, aby rozwijać rozwiązania powstające na uczelni - mówił podczas wykładu specjalnego w I części plenarnej konferencji.
Prof. Wojciech Bizon odniósł się również do ochrony własności intelektualnej. - Na uczelni mniej myślimy o tym, jak zarobić, a bardziej o tym, jak się zabezpieczyć, żeby przypadkiem nie doszło do sytuacji, w której ktoś inny zacznie robić na tym pieniądze. Bo wtedy mogłoby się okazać, że nie zadbaliśmy odpowiednio o ochronę naszego rozwiązania. Patentujemy więc „na wszelki wypadek”, licząc, że może coś z tego wyniknie, i przepalamy na to potężne pieniądze. A przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby sprzedać to, co już mamy, a jednocześnie szukać rozwiązań, które rzeczywiście da się sprzedać. Można też próbować przekonać klientów, żeby kupili to, co chcemy im zaoferować, choć oczywiście jest to znacznie trudniejsze. I to jest jeden z problemów pojawiających się na styku uczelni i rynku.
Jednym z problemów jest także rozbieżność między wyceną rozwiązania przez jego twórcę a tym, ile rzeczywiście chce zapłacić rynek. Uczelnia może zapewnić projektowi prestiż, ale nie gwarantuje dostępu do rynku. Wąskim gardłem często okazuje się kapitał potrzebny do rozwinięcia pomysłu od etapu badawczego do produktu gotowego do sprzedaży.
W ocenie prof. Bizona jednym z możliwych kierunków zmian jest profesjonalizacja procesu komercjalizacji i większe wykorzystanie osób, które potrafią łączyć środowisko naukowe z biznesowym. - Broker innowacji to osoba, która z definicji ma łączyć świat biznesu z nauką - podkreślał. To właśnie takie osoby mogłyby pomagać w ocenie potencjału rynkowego badań, szukaniu partnerów biznesowych, pozyskiwaniu kapitału oraz przeprowadzaniu rozwiązania od laboratorium do rynku.
W tym ujęciu spółka celowa nie powinna być jedynie formalnym pośrednikiem między uczelnią a biznesem. Jej rolą powinno być aktywne budowanie relacji z rynkiem, poszukiwanie odbiorców dla wiedzy i technologii oraz wspieranie naukowców w przejściu od pomysłu do produktu.
Nie tylko pieniądze
W debacie prowadzonej przez prof. Elżbietę Mączyńską ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie powracał wątek, że zwiększenie finansowania nauki nie wystarczy, jeśli system nie pozwala efektywnie wykorzystywać jej potencjału.
- Żadne finanse nie pomogą i każde finanse mogą zostać zmarnowane, jeżeli regulacje systemowe będą nieodpowiednie. A one są nieodpowiednie. Jest wiele absurdów i wiele marnowania potencjału w nauce, także potencjału starszych badaczy. Inne uczelnie zagraniczne potrafią jakoś ten potencjał wykorzystać, a my nie - mówiła prof. Elżbieta Mączyńska.
Problem nie dotyczy jednak wyłącznie finansowania czy regulacji. W debacie pojawiło się również pytanie o szerszy model funkcjonowania polskiej gospodarki i miejsce, jakie zajmuje w nim nauka. - Brak wiary w naszą naukę na początku lat 90. sprawił, że uczelnie przestały kształcić elity państwowe, a zaczęły kształcić elity korporacyjne. Nadwyżka pokoleniowa została świetnie wykształcona, ale trafiła do korporacji. Często zagraniczny kapitał, który wówczas penetrował Polskę, przejmował największe talenty i działał wbrew polskim przedsiębiorstwom. Politycy również zrezygnowali z części odpowiedzialności. Przez ostatnie 30 lat kwestie bezpieczeństwa zapewniało NATO, a sprawy ekonomiczne w dużej mierze załatwiała za nas Unia Europejska. Mogliśmy więc funkcjonować w warunkach względnego spokoju. Ten czas jednak się kończy - zauważył prof. Ireneusz Dąbrowski, polski ekonomista i prawnik, członek Rady Polityki Pieniężnej.
I dodał: - Kończy się również model, który wybraliśmy - model imitacji i wejścia w międzynarodowe łańcuchy wartości na niskiej marży. Oczywiście był on lepszy w porównaniu z tym, co mieliśmy wcześniej, ale dziś jego możliwości się wyczerpują. Zarówno politycy, jak i społeczeństwo będą musieli się z tym zmierzyć. Moim zdaniem znajdziemy własną drogę i przełamiemy ten stan.
Do tej diagnozy nawiązał prof. Wojciech Bizon, zwracając uwagę na drugą stronę tej historii - efekty transformacji gospodarczej. Jak podkreślał, od 1989 roku, z krótką przerwą związaną z pandemią COVID-19, Polska należy do krajów, które doświadczają wzrostu gospodarczego. - Powinniśmy być z siebie jako ekonomiści dumni. Nie ma takiego drugiego kraju. Można uważać, że mogłoby być lepiej, można uważać, że jest źle, ale aplikacyjność rozwiązań ekonomicznych - zarówno w sferze makro, jak i polityki gospodarczej - ma realny dowód empiryczny. Pewnie mogłoby być lepiej, ale naprawdę nie jest źle. Jest dobrze.
Jeśli jednak dotychczasowy model rozwoju wyczerpuje swoje możliwości, pojawia się pytanie, jaką drogę powinny wybrać uczelnie. Jednym z możliwych kierunków jest większe otwarcie na współpracę z otoczeniem gospodarczym i poszukiwanie przychodów poza publicznym finansowaniem.
W ocenie prof. Pawła Antonowicza warto podążyć tropem skandynawskich uczelni, które poza subwencją pozyskują znaczące przychody z badań, ekspertyz i realizacji zleceń.
- Świat finansów publicznych i świat ekonomii zarządczej, menedżerskiej, nie są ze sobą spójne. To są dwa wektory, które nie sprzęgają się ze sobą. A musimy iść właśnie w tym kierunku. Uczelnia ma wyjść na zero w każdym z przygotowanych controllingowo modeli studiów. Trzeba jednak pamiętać, że wychodząc na zero, jesteśmy na minusie, ponieważ zawsze jakieś ryzyko się zmaterializuje - powiedział na koniec Prorektor ds. Rozwoju i Finansów UG.
Lądowa część konferencji była kontynuowana podczas rejsu promem do Szwecji. Konferencja organizowana jest przez Katedrę Strategicznego Rozwoju i Nauk o Jakości oraz Katedrę Bankowości i Finansów Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego, a także Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.